Szum medialny donosi o dramatycznym obniżeniu notowań PO (z 38 na 28%), a wcześniej donoszono o sukcesie premiera Tuska ogłoszonego przez tygodnik „Wprost” Człowiekiem Roku 2011.

Skąd takie różnice w ocenie polskiej politycznej rzeczywistości? Odpowiedź nie jest wcale skomplikowana – jakby się wydawało – a wynika z podziału świadomości społecznej pielęgnowanej przez dwa rodzaje demokracji.

Pierwsza, to DEMOKRACJA SACJALNA, która obecnie dominuje i jest wyrażana filozofią roszczeniową  (państwo jest od dawania, a społeczeństwo od konsumowania). 

Druga, to DEMOKRACJA OBYWATELSKA, świadoma mechanizmów rządzących prawami rynku, gdzie dominuje filozofia proporcjonalności konsumowania do  zdolności dochodowych.

Obie te filozofie ścierają się w sporze o to, co robić żeby Polska nie powtórzyła błędów Grecji, a właściwie całej Europy Zachodniej.

Wyznawcy demokracji obywatelskiej koncentrują zabiegi wokół sfery gospodarowania, takiego, aby  nie przekroczyć progu wydatków ponad zdolność wypłacalności finansowych uzyskiwanych z wygenerowanych efektów pracy. 

Wyznawcy demokracji socjalnej (np. politycy, publicyści) ulegają naciskowi co liczniejszych grup społecznych i im ustępują gwarancjami nienaruszalności  zdobytych w czasie prosperity gospodarczej przywilejów, a często nawet obiecują kolejne.

Przyznany premierowi tytuł Człowieka Roku wywodzi się z filozofii obywatelskiej, dowodzącej, że:  "Nie zmogły go ani kryzys, ani klęski żywiołowe, ani katastrofa smoleńska. Dziś niezależnie od tego co sądzimy o rządach Platformy, przyznać należy, że tak skutecznego polityka Polska jeszcze nie miała"  ( z uzasadnienia przyznanego wyróżnienia).

 

Zaś wynik sondażu obniżający popularność PO o 10 %, to stanowisko społeczności socjalnej, zainteresowanej wyłącznie utrzymaniem uzyskanego statusu dotychczasowego poziomu życia (w dużej mierze subwencjonowanego z budżetów państwa i UE) i nie przyjmowania do wiadomości zagrożenia czającego się w dramatycznie kurczącej się wydolności płacowej budżetu państwa, czemu mają  przeciwdziałać rządowe reformy finansów polegające na ukróceniu praktyk populistycznych przywilejów.

 

Tak komentuje to zjawisko socjolog Mikołaj Cześnik z ISP PAN i SWPS (GW z 10 grudnia):

„Skumulowała się reakcja kilku grup społecznych na różne wydarzenia: jednych przestraszyła zapowiedź  reformy  emerytalnej, innych uderzyła nowa ustawa refundacyjne, na niektórych wpłynęły nowe ustalenia w sprawie Smoleńska, młodych wkurzyła sprawa umowy ACTA.”

 

Oto zmartwienie społeczności socjalnej w przeciwieństwie do obywatelskiej, rozumiejącej konieczność oszczędzania w imię zapobieżenia nieszczęściu niewypłacalności państwa, co na przykładzie wielokrotnie już wymienianej Grecji jest całkiem realne.

 

Warto też przypomnieć, że niezbędne reformy finansów publicznych planowały wszystkie dotychczas rządzące ekipy polityczne po roku 1989, z których tylko ekipa premiera Buzka zrealizowała cztery ważne reformy (emerytalna,szkolnictwa, administracyjna, służby zdrowia) czym naraziła się społeczności socjalnej tracąc poparcie i władzę.

Inne ekipy nie miały tej odwagi i z obawy właśnie o utratę popularności rezygnowały z reform. Politycy tych ekip są dzisiaj w opozycji i licząc na krótką pamięć obywateli, wymądrzają się krytycznym perorowaniem wobec rządu o jego nieudolności i braku odwago rządzenia.  Nie pamiętał wół jak …!

 

Demonstracje demokracji socjalnej widzimy także w społecznościach gminnych na przykładzie licznych ostatnio protestów przeciwko zamykaniu szkół z powody małej ilości uczniów. Wystąpienia obrońców owych szkół zawierają całe litanie argumentów społecznie emocjonalnych i ani jednego na temat racjonalności źródeł finansowania tych szkół, przecież ich  szkół, bo samorządowych. Ludzie ci zachowują się tak, bo nie czują się współodpowiedzialni za całokształt funkcjonowania gminy przez współ gospodarowanie zasobami takimi jakie są w dyspozycji ich gminy. Te społeczności mają w nosie współ gospodarowanie, one domagają się „od władzy” żeby zapewniła finansowanie ich szkół w ich gminie. Oni nie czują się za to odpowiedzialni. Taka jest ta demokracja socjalna.

 

Gdyby w tych gminach funkcjonowało społeczeństwo obywatelskie (np. na wzór II RP), to przedmiotem debaty publicznej w gminie były by problemy znalezienia sposobu na finansowanie ich gminnej szkoły, a w razie takiej niemożności spokojnie akceptowali by propozycje zarządu gminy. Na tym polega samorządność obywatelska, inaczej obywatelska demokracja, gdzie problemy lokalne – zgodnie z ustawą o samorządach terytorialnych – rozwiązują społeczności lokalne.

 

Rząd Donalda Tuska musi wybrać między dwoma rozwiązaniami: albo ulegnie społecznym naciskom i odstąpi od reform w imię odzyskania utraconej popularności, albo konsekwentnie te reformy wprowadzi porządkując finanse państwa w imię uratowania nas wszystkich (tych protestujących też) przed dramatem niewypłacalności i dziesiątkami lat spłacania długów lekkomyślnie zadłużanego państwa. Nic to, że straci władzę, której utrata warta będzie ceny za uporządkowanie państwa i niedopuszczenie do jego bankructwa.

 

To będzie piękna karta w historii III RP.

 

W tej sytuacji każdy obywatel Polski powinien wspierać rząd w tym ważnym dziele.  

 

Niech się zastanowią nad tym ci wszyscy, co myślą inaczej.